20 grudnia 2012

Risen 2: Mroczne Wody [Recenzja PC, Xbox, PS3] {RPG}
(1)



                
                - Do stu tysięcy czartów – zaklął komendant, odjąwszy od oka lunetę. Majaczący wśród burzy żaglowiec płynący w stronę fortu oznaczać mógł tylko jedno – kłopoty. Kolejny rzut oka potwierdził najgorsze obawy, bo oto za okrętem sunął tuż pod powierzchnią wody wielki, czarny kształt. Dowódca szybkim ruchem ręki przywołał wartownika i nakazał sprowadzenie jednego z oficerów. W obliczu takiego zagrożenia tylko on mógł cokolwiek zdziałać. Chwilę potem słyszysz pukanie do drzwi. W Tobie cała nadzieja. Witaj w Risen 2.


               
Najnowsze dzieło studia Piranha Bytes zaskakuje od pierwszych sekund. Piękne menu wypełnione klimatyczną muzyką to dopiero wierzchołek góry lodowej i zaczątek wielkiej przygody, która czeka nas po wybraniu opcji nowej gry. Twórcy zdecydowali się na nowatorski krok – zamiast znanego z ich dotychczasowych dzieł (seria Gothic oraz pierwszy Risen) opartego na mieczu i magii świata wpisującego się w nurt dark fantasy dostajemy archipelag wysp pełen tawern, garnizonów i pirackich bander. Jest to zmiana zadziwiająca, ale niezwykle udana.


Menu jest niezwykle klimatyczne


                Warstwa fabularna jest kontynuacją historii znanej z Risena – na świecie zaczynają budzić się władający żywiołami tytani, a rasa ludzka rozpaczliwie stara się znaleźć sposób na przetrwanie. W tym celu wysyłanych zostaje wiele ekspedycji, których zadaniem jest odnalezienie bezpiecznego kontynentu. Na jednym ze statków ukrywa się bezimienny mężczyzna. Kiedy jednostka zostaje zniszczona, przeżywa on jako jedyny i wyrusza w głąb wyspy, na której się znalazł. Po wielu przygodach zostaje członkiem potężnej Inkwizycji i… reszty dowiecie się, przechodząc pierwszą część gry. Zdecydowanie polecam, tak swoją drogą.

Widoczny w tle gnom Jaffar to jedna z najfajniej zrobionych postaci! Na długo
zapada w pamięć


                Przygoda, którą przyjdzie nam rozegrać w Risen 2: Mroczne Wody jest bardzo rozbudowana. Pełno tu zwrotów akcji, barwnych i zapadających w pamięć postaci oraz przestronnych lokacji. Osią fabuły jest zagrożenie stwarzane przez Marę, potężną władczynię morza, jednak wielokrotnie zapomnimy o niej, dając się porwać jednemu z wielu wątków pobocznych. Każda z odwiedzanych wysp jest tak przepełniona zawartością, że kiedy trafiałem na kolejną, czułem się trochę przytłoczony wielością nowych rzeczy do odkrycia. Jest to niezaprzeczalny atut gry, która została kilkukrotnie określona mianem „pirackiego Skyrimu”. Ponadto, w pewnym momencie zdobywamy własny żaglowiec, który pozwoli nam zostać prawdziwym pirackim kapitanem i z pełną dowolnością pływać od wyspy do wyspy.

                Warstwa graficzna prezentuje się świetnie. Odwiedzane wyspy żyją własnym życiem, napotkane bestie są bogate w detale, a tropikalna roślinność reaguje na naszą obecność, szeleszcząc i poruszając się kiedy się przez nią przedzieramy. Gra posiada pełny cykl dnia i nocy, który również sprawdza się wyśmienicie. Dżungla nocą napawa lękiem i obawą, że z zarośli wyskoczy niewidoczna aż do ostatniej chwili pantera, a skąpaną w promieniach południowego słońca plażą aż chce się spacerować. Silnik jest przy tym wydajny, po obniżeniu szczegółowości grafiki gra pójdzie nawet na słabszych maszynach.

Takie piękne krajobrazy napitkamy w Risenie na każdym niemal kroku


                W kwestii mechaniki rozgrywki, bardzo szybko poczujemy, że mamy do czynienia z grą twórców Gothica. Jeżeli w tym przekonaniu nie utwierdzi nas pierwszy napotkany przeciwnik, który bez specjalnego wysiłku rozłoży nas na łopatki, zrobi to możliwość wyboru „obozu” do którego chcemy dołączyć. Studio nie zmieniło zbytnio swojej polityki. Świat gry bardzo nas nie lubi i na każdym kroku nam o tym przypomina. Nasz bohater przez spory fragment gry będzie miał problemy z pokonaniem nawet najbardziej podstawowych przeciwników, zwłaszcza, że nie mają oni oporów w kwestii ataków grupowych. Odrobinę łatwiej zrobi się, kiedy wybierzemy stronę konfliktu, po której chcemy stać – sprzymierzenie się z konkwistadorami da nam dostęp do potężnych muszkietów, natomiast opowiedzenie się po stronie mieszkających w dżungli Indian otworzy drogę do poznawania tajników klątw voodoo.

Bardzo ciekawie rozwiązano kwestię broni palnej, walka za pomocą muszkietu
przywodzi na myśl gry FPS

                Walkę rozwiązano podobnie jak w poprzedniej części – ataki wyprowadzamy klikając lewe uszko gryzonia, prawe służy do blokowania. Dodatkowy klawisz pozwoli nam skorzystać ze „sztuczki”, takiej jak sypnięcie przeciwnikowi piaskiem w oczy czy wypalenie mu prosto w twarz ze skrytego w rękawie pistoletu. Broni jest w grze bardzo wiele, łatwo dostosujemy rozgrywkę do swoich preferencji. Prosty system rozwoju postaci oparty na gromadzonych w jednej puli punktach chwały, za które następnie podnosimy wartość jednego z kilku atrybutów oraz na spotykanych co jakiś czas nauczycielach sprawdza się dobrze. Ci ostatni za odpowiednią sumę złotych monet pozwolą nam odblokować dodatkowe zdolności, jak otwieranie zamków czy sprawniejsze wymachiwanie szablą. Mamy pełną kontrolę nad tym w jaki sposób rozwinie się nasz podopieczny, a nabywane zdolności w bardzo widoczny sposób wpływają na jego zaradność w boju i poza nim.


                Muzyka również bardzo dobrze wpasowuje się w piracki klimat tytułu. Dźwięki dżungli, głosy napotkanych postaci czy temat obecny w głównym menu to naprawdę udźwiękowienie z najwyższej półki. Kwintesencją kunsztu studia nagraniowego odpowiedzialnego za głosy postaci jest Jaffar, gnom którego spotykamy w pewnym momencie rozgrywki. Powiem szczerze, dawno żadna postać z gry nie rozśmieszyła mnie w takim stopniu jak ten mały jegomość. Tego po prostu trzeba posłuchać. Ciężko mi skomentować spolszczenie gry (grałem w wersji oryginalnej), jednak z dostępnych materiałów wnioskuję, że tłumacze stanęli na wysokości zadania.

                Tworząc tak ogromną i rozbudowaną grę, autorzy uniknęli wielu błędów i chwała im za to. Ciężko tak naprawdę przyczepić się do czegokolwiek, jest jednak jedna przecz, która kładzie się cieniem na całości – uproszczenia. Ta zmora dzisiejszych gier nie ominęła niestety Risena 2. Rozumiem, że prostszą grę łatwiej sprzedać ogłupionym, amerykańskim nastolatkom. Rozumiem również to, że za widowiskowość systemu walki trzeba płacić jego złożonością. Jednak jako osoba, która ma za sobą całą serię Gothic i masę innych gier, w których mogłem wpływać na świat, nie mogę przeboleć niektórych sytuacji. Cierpliwie czekam, aż komendant fortu odejdzie w ustronne miejsce, gdzie będę mógł go zaatakować i zdobyć jego piękny, zdobiony miecz. Kiedy w końcu nadarza się okazja i za n-tym podejściem udaje się wygrać pojedynek – mój przeciwnik pada na kolana i jedyna dostępna opcja to podniesienie go na nogi. Tak jest z każdym „nie-wrogiem”, bardzo nieliczne postaci jesteśmy w stanie permanentnie uśmiercić czy choćby powalić i ograbić. Kradzieże kieszonkowe też zostały uproszczone. Nie uświadczymy obecnego w pierwszym Risenie okienka, z którego wybieraliśmy interesujący nas przedmiot. Zamiast tego gra, po wybraniu odpowiedniej opcji dialogowej, nagradza nas predefiniowaną zdobyczą, w 90% złotem. Opisany wcześniej system rozwoju postaci również jest bardzo prosty, to jednak akurat cecha wspólna gier Piranhy.

Ekran rozwoju postaci wygląda ładnie, jest jednak bardzo prosty


                 Podsumowując to wszystko, Risen 2: Mroczne Wody zdecydowanie wychodzi z recenzji zwycięsko. Wielka, piracka epopeja, ukazana w pięknej grafice, pełna niezapomnianych przygód i niesamowicie wyrazistych postaci to chyba najlepsze określenie. Dawno nie grałem w grę tak przepełnioną różnorodną zawartością, przy jednoczesnym zachowaniu spójności i wyrazistości świata. Jest to przygoda na długie godziny, która zapada w pamięć i którą miałoby się ochotę kontynuować w nieskończoność. Jedynym mankamentem są uproszczenia rozgrywki, ale cóż, tak już chyba po prostu musi być. Nie pozwólmy jednak, aby ta drobna skaza odebrała nam radość, jaką daje wizja zostania postrachem siedmiu mórz! A więc rum w dłoń, kamraci i podnosić kotwicę! Kurs na Mroczne Wody!





Plusy
Minusy
      ·         Piracka przygoda, jakiej jeszcze w grach    nie było 
      ·         Wielki, otwarty świat
      ·         Piękna grafika
      ·         Odczuwalny „duch” studia Piranha Bytes
      ·         Jaffar!
      ·         Wszechobecne uproszczenia
      ·         … ograniczenie wiekowe? Naprawdę, ciężko znaleźć więcej minusów

1 komentarz:

  1. Rasowa recenzja. Przyjemnie się czyta. Zapraszam do mnie bloga. Również tematyka m. in. gier komputerowych. PZDR

    OdpowiedzUsuń