31 grudnia 2012

King's Bounty: Warriors of the North (Wojownicy Północy) [Recenzja PC] {Taktyczne RPG}
(11)



[Jako, że recenzowana gra jest ogromna, recenzja również ma pokaźne rozmiary. Żeby dało się ją w ogóle czytać, wprowadziłem parę usprawnień. Nagłówki akapitów pozwolą poczytać o konkretnym, interesującym Was zagadnieniu, a wyróżnione cytaty pomogą zorientować się o czym traktuje dana partia tekstu. Tych, którzy uczuleni są na dłuższe teksty  zapraszam do lektury podsumowania i streszczającej tekst tabelki. Miłego czytania!]

Nadszedł czas na pierwszą „poważną” recenzję. Poważną z kilku powodów. Po raz pierwszy recenzuję grę, której kopię otrzymałem od wydawcy konkretnie w tym celu. Nigdy wcześniej nie przechodziłem też żadnego tytułu z jasnym zamysłem zrecenzowania go. Skoro sytuacja jest nowa, to pozwolę sobie na wprowadzenie paru nowinek do formuły recenzji, tak w ramach eksperymentu. Ale dosyć tego wstępu, czas na gwóźdź programu. Przedstawiam Wam „King’s Bounty: Warriors of the North” studia Katauri!


Jak spora część z Was zapewne wie, seria King’s Bounty bazuje na wydanej w 1990 roku grze o tym samym tytule, która jest powszechnie uznawana za praprzodka popularnych Heroes of Might and Magic. Nowe King’s Bounty (dotąd ukazały się trzy odsłony) oraz HoMM łączy jednak w gruncie rzeczy niewiele. Najbardziej rzuca się w oczy system prowadzenia bitew, oparty na przemieszczaniu jednostek po pokrytej siatką planszy oraz to, że kierowany przez nas bohater może najmować do swojej armii przeróżne napotkane stwory. Tutaj jednak większe podobieństwa się kończą. O ile HoMM polega tak naprawdę na zarządzaniu królestwem (mamy zamki, kopalnie, najmowanych herosów) i rozgrywaniu scenariuszy o określonym kryterium zwycięstwa, o tyle KB to gra RPG, w której kierujemy poczynaniami konkretnego bohatera, a historia jest ciągła. Niedawno ukazała się najnowsza odsłona serii, zatytułowana King’s Bounty: Warriors of the North (w Polsce gra ma podtytuł „Wojownicy Północy”).

Fabuła

                Leżące na dalekiej północy Endorii wyspy nękane są ostatnimi czasy przez plagę nieumarłych, której źródło pozostaje nieznane. Olaf, syn króla Wikingów, postanawia rozprawić się z zagrożeniem i wyrusza na wyprawę, która ma mu zapewnić wieczną sławę. Przyjdzie mu przemierzyć nieznane lądy, napotka na swojej drodze nowych przyjaciół, zmierzy się z potężnymi wrogami, a nawet zawrze pakt z wysłanniczkami bogów. Wszystko to i wiele więcej czeka nas w rozciągającej się na długie godziny, pełnej zwrotów akcji kampanii. Historia opisana w grze może nie wbija w fotel, ale jest bardzo ładnie rozrysowana i opowiedziana. Część z napotkanych postaci to prawdziwe perełki, które zapadną nam w pamięć, a zakończenie nie zawodzi. Ciężko mi określić jak długo zajmie przejście gry, ponieważ waha się to bardzo w zależności od poziomu trudności i tego, jak bardzo chcemy się zagłębić w przedstawiony świat. Mogę jednak zapewnić, że gra starcza na długo - nawet najbardziej niecierpliwi i prący do przodu na złamanie karku gracze spędzą w Endorii przynajmniej dwadzieścia kilka godzin.

Poznajcie Olafa, bohatera King's Bounty:Warriors of the North
 


               Nie sposób nie zwrócić uwagi na największy chyba atut gry – niesamowicie nordycki klimat. Jako że ten krąg kulturowy i jego podania znane mi są lepiej niż gorzej, stwierdzam, że Warriors of the North jest bodaj najbardziej nordycką grą w jaką zdarzyło mi się grać. Nie zapominam oczywiście o tytułach takich jak TES V: Skyrim, lecz po prostu żaden z nich nie miał tego czegoś, tej „duszy”, którą tak przesiąknięta jest najnowsza odsłona King’s Bounty. Baśniowość, rozbrajający humor, pojedynki na miecze i na kufle, nieustanna pogoń za nieśmiertelną sławą, w końcu wątki mitologiczne – wszystko to sprawiło, że jako miłośnik kultury Skandynawii poczułem się tutaj jak w domu. Zdecydowanie nie warto przeklikiwać dialogów, zwłaszcza, że scenarzyści odwalili kawał dobrej roboty, tak jak na poziomie researchu jak i w kwestii stylizacji wypowiedzi bohaterów. Na młot Thora, to po prostu trzeba zobaczyć!


„Największy atut gry – niesamowicie nordycki klimat”

Grafika

                Oprawa graficzna nie zmieniła się zbytnio w stosunku do poprzedniczek. Nie jest to jednak w żadnym razie minus! Specyficzny, baśniowy styl sprawia, że tytuły studia Katauri tak naprawdę się nie starzeją i nieprzerwanie wprawiają w zachwyt. Modele są szczegółowe i pokryte barwnymi teksturami, całość kojarzy się trochę z komiksem, a różnorodne animacje cieszą oko. W związku z nordycką tematyką gry, natrafimy na wiele akcentów związanych z mitologią Skandynawii. Potężni Jotuni, odważni Jarlowie i ich drakkary czy w końcu piękne Walkirie idealnie wpasowują się w dobrze znane krajobrazy i wnoszą powiew świeżości, dzięki czemu nie mamy wrażenia że „to wszystko już gdzieś było”. Na uwagę zasługują również efekty czarów i umiejętności. Operowanie jasnością ekranu, drżeniem obrazu i w końcu graficznymi fajerwerkami twórcy gry opanowali do perfekcji. Czujemy moc, jaką wyzwalają ciskane przez nas kule ognia, a bojowy taniec pięciu boskich wojowniczek zachwyca za każdym razem, kiedy je wzywamy! Wszystko jest przy tym idealnie wręcz dopracowane, przez całą grę nie napotkałem chyba żadnych zgrzytów czy niedoróbek.
„Potężni Jotunowie, odważni Jarlowie i ich drakkary czy w końcu piękne Walkirie idealnie wpasowują się w dobrze znane krajobrazy”

Woda to jeden z najpiękniej zrealizowanych elementów świata gry

Mechanika

                Czas rzucić okiem na mechanikę gry, czyli wszystko to, co nie pozwoliło mi się oderwać od przygód Olafa przez dobre kilkadziesiąt godzin.

                Na początku musimy wybrać jedną z trzech klas postaci. Viking specjalizuje się w prowadzeniu do walki małych, ale potężnych oddziałów i używaniu umiejętności opartych na Szale. Skald stawia na przewagę liczebną, a jego specjalną umiejętnością jest recytacja Eddy przed walką, pozwalająca na wzmocnienie naszych wojowników. Soothsayer to adept sztuk magicznych, który swoje nieliczne odziały wspomoże potężnymi zaklęciami bojowymi. 

                Oczywiście, nasz bohater nie byłby w stanie sam poradzić sobie z chmarami wrogów. Z pomocą przychodzą najmowane w grodach, zamkach i chatach jednostki, których rodzajów jest naprawdę sporo. Natrafimy na zupełnie nowych sprzymierzeńców, a znane z poprzednich części oddziały doczekały się wielu ulepszeń. System słów kluczowych opisujących każdego stwora wydaje się przy tym o wiele bardziej dokładny niż dotychczas, pojawiło się wiele ukrytych wcześniej wartości i współczynników. To nie lada gratka dla miłośników złożonych strategii!

„Natrafimy na zupełnie nowych sprzymierzeńców, a znane oddziały doczekały się wielu ulepszeń”

Świat gry zwiedzamy konno lub na piechotę, przemieszczając naszego bohatera po mapie krainy. Z czasem otrzymamy własny statek, który posłuży do przemieszczania się między wyspami (każda z nich to osobna mapa), a nawet pegaza, dzięki któremu wzbijemy się w przestworza, unikając wrogów. A tak, wrogowie. Na mapie przygody przedstawieni są oni jako pojedyncze jednostki i, w odróżnieniu do serii HoMM, poruszają się w czasie rzeczywistym. Kiedy zauważą naszego bohatera, ruszą w pogoń, a my będziemy mieli okazję wykazać się refleksem, dzięki któremu wymanewrujemy zbyt silnych przeciwników i zabierzemy strzeżone przez nich skarby, jednocześnie nie narażając się na straty. 

„W odróżnieniu do serii HoMM, wrogowie poruszają się po mapie w czasie rzeczywistym”

Wymijanie co potężniejszych przeciwników to dobra strategia,
zwłaszcza na początku przygody

Kiedy jednak dojdzie do walki, zmuszeni będziemy wykazać się zmysłem taktycznym. Bitwy rozgrywają się na pokrytych siatką planszach, a każdy z naszych oddziałów reprezentowany jest przez jeden model. Walka podzielona jest na rundy, w trakcie których każda z jednostek wykonuje akcję, a bohater może skorzystać z poznanych zaklęć magicznych oraz amuletu pozwalającego spożytkować  skumulowany Szał. Po zakończeniu rundy kolejność działania jednostek obliczana jest na nowo, a my znów możemy skorzystać z magii. I tak dalej, aż do totalnej likwidacji jednej ze stron. Nowością jest system run. Każdy z nordyckich oddziałów posiada określoną ich ilość, a dzięki zdolnościom bohatera możemy w nie wyposażyć także zwykłe jednostki. Przed każdą akcją możemy wybrać jedną runę, która wspomoże oddział. Runa ataku zwiększy zadawane wrogom obrażenia, runa obrony zapewni dodatkową odporność, a runa szczęścia da szansę na dodatkową akcję pod koniec rundy. Poza tym znaków runicznych posiadanych przez nasze jednostki możemy użyć do wzmocnienia efektów niektórych zaklęć.

Bardzo ciekawie prezentują się walki z bossami. W całej grze czekają nas przynajmniej trzy takie starcia, a każde z nich jest naprawdę wymagającym sprawdzianem naszych zdolności dowódczych. Ogromni, znajdujący się niejako poza polem bitwy bossowie posiadają znaczne ilości punktów życia, a w dodatku zwykle towarzyszą im liczne oddziały zwykłych jednostek. Musimy wpaść na to, w jaki sposób zlikwidować oponenta, nie tracąc przy tym wszystkich naszych jednostek. Powiem wprost – potyczki te są bardzo trudne, nawet na najniższym poziomie trudności, co nie każdemu przypadnie do gustu. Dla mnie to jednak ogromny atut, a mniej wytrwali strategowie bez problemu znajdą w sieci podpowiedzi.

„Powiem wprost – potyczki z bossami są bardzo trudne, nawet na najniższym poziomie trudności”

Ogromni bossowie naprawdę budzą respekt, tak rozmiarami
jak i umiejętnościami

               Zwycięskie wychodzenie z bitew owocuje zdobywaniem przez naszego bohatera punktów doświadczenia, a w końcu podniesieniem poziomu postaci. Każdy taki awans zapewni, w zależności od wybranej na początku klasy, odpowiednią ilość każdego z trzech rodzajów run rozwoju. Posłużą nam one wykupywania kolejnych zdolności z trzech drzewek, odpowiadających klasom postaci. Mimo, że każda wersja Olafa ma dostęp do wszystkich trzech zestawów, najpotężniejsze umiejętności w każdym z nich zarezerwowane są dla odpowiedniej klasy postaci. Dzięki temu możemy łatwo dostosować naszego bohatera do swoich preferencji, jednocześnie odczuwając korzyści wynikające z grania wybraną przez nas klasą. Dla tych, którzy grali w poprzednie odsłony dodam, że drzewka zostały przemodelowane i pojawiły się na nich nowe zdolności.

                Naszego bohatera możemy wyposażyć w wiele znajdowanych bądź kupowanych w trakcie przygody przedmiotów. Niektóre z nich tworzą zestawy, które po skompletowaniu dadzą nam dodatkowy, zwykle bardzo znaczący bonus do statystyk. Niezwykle ciekawym rozwiązaniem są też znane z poprzednich gier przedmioty, które możemy rozwijać. Takie wyposażenie poznamy po liście odblokowywalnych, potężniejszych wersji. Kiedy zdecydujemy się na próbę jego ulepszenia, zostajemy przeniesieni do wewnątrz przedmiotu i musimy stoczyć bitwę z jego strażnikami. Jeżeli wyjdziemy z niej zwycięsko, posiadany artefakt zmieni się w nowy, zwykle o wiele potężniejszy.

                Obecny w grze system magii jest dość prosty, jednak w tej odsłonie doczekał się kilku ulepszeń. Główne założenie pozostało takie samo – w trakcie przygody znajdujemy kryształy oraz zwoje. Jeżeli poziom naszych zdolności magicznych jest odpowiednio wysoki, możemy użyć tych pierwszych do przepisania tych drugich na stałe do naszej księgi czarów. Tak pozyskane zaklęcie może być używane w walce nieograniczoną ilość razy, o ile pozwala na to nasz zasób many. Nowością jest szkoła magii runicznej, w skład której wchodzi szereg zupełnie nowych zaklęć. Wiele z nich pozwala w ten czy inny sposób operować wspomnianymi wcześniej kamieniami runicznymi.

„Nowością jest szkoła magii runicznej”

Ekran bohatera jest bardzo przejrzysty, a przy tym
przyjemny dla oka

                Osobnym systemem wspomagającym nas w boju jest Szał i związany z nim Amulet Walkirii. Za jego pomocą możemy raz na rundę przyzwać na pole walki jedną z niebiańskich wojowniczek (dołączają do nas wraz z postępem fabuły), która wykona potężny atak. Za przyzwanie płacimy wspomnianym Szałem, który zdobywamy zadając i otrzymując obrażenia w bitwie. Umiejętności Szału mają swój własny pasek doświadczenia. Wraz z używaniem ich pasek się napełnia, a kiedy przeskoczy na kolejny poziom, dostajemy do wyboru jedno z trzech usprawnień. Czasami zwiększymy zadawane obrażenia, innym razem pole rażenia. Możliwość wyboru sprawia, że możemy rozwijać te umiejętności, które najbardziej lubimy i których najczęściej używamy.

                King’s Bounty: Warriors of the North posiada znany z poprzednich części system zachęcający nas do wielokrotnego ukończenia gry. Na końcu wielogodzinnej kampanii nasze poczynania zostają podsumowane punktami, których suma wyznacza naszą pozycję na liście rankingowej. Seria ma dość rozbudowaną społeczność fanów, którzy porównują swoje wyniki i próbują podołać grze na najtrudniejszym poziomie trudności, byle tylko poprawić rezultat. Warto też nadmienić, że za każdym razem, gdy rozpoczniemy nową przygodę, oddziały przeciwników, rozmieszczone na mapie skarby oraz ekwipunek dostępny w sklepach są generowane losowo. Zdecydowanie przedłuża to żywotność gry i sprawia, że rzeczywiście mamy ochotę ją przechodzić kilka razy. 

„Za każdym razem, gdy rozpoczniemy nową przygodę, oddziały przeciwników, skarby oraz ekwipunek dostępny w sklepach są generowane losowo”

                Z innych przeczy warto też wspomnieć o zintegrowanej możliwości zapisu w chmurze (wersja Steam) oraz o wewnętrznym systemie osiągnięć, za które nasz heros otrzymuje dodatkowe statystyki. Jak widać, jest tego wszystkiego masa, dzięki czemu nie sposób się nudzić. Cieszy również fakt, że wszystkie elementy ładnie się zazębiają, dzięki czemu gra sprawia wrażenie jednolitej, pięknie dopracowanej maszyny, której celem jest dostarczenie nam masy zabawy i kradzież kilkudziesięciu godzin naszego życia.

Muzyka

                W kwestii udźwiękowienia gra jest istnym arcydziełem. Do znanych z poprzednich części utworów skomponowanych przez Linda Erebrosa i Dmitra Petyakina dołączyły nowe, równie niezwykłe. Wiem, że mój entuzjazm ma prawo wydawać się przesadzony, odsyłam jednak na Youtube, gdzie odsłuchać można chociażby „Sacred Campaign” czy „Redemption”. Te oraz inne utwory nadają grze świetny klimat i sprawiają, że mamy ochotę co jakiś czas usiąść spokojnie i po prostu słuchać. Jedyne do czego mogę się przyczepić w tej kwestii to swoisty misz-masz związany z muzyką odtwarzaną w trakcie walki. Zamiast wybrać do tego celu jeden utwór, twórcy zaimplementowali ich kilka (wydaje mi się, że około 3-4). Muzyka zmienia się bez widocznego związku z obserwowanymi na ekranie wydarzeniami. Nie jest to w żadnym razie rażący problem, raczej niezrozumiała ciekawostka.

Olafowi niejednokrotnie przyjdzie dążyć do celu po wielu, wielu trupach
                 
Niedociągnięcia

                Nie obeszło się niestety bez błędów. Co jakiś czas natrafiamy na dość poważne byki gramatyczne oraz literówki (mowa o wersji angielskiej, nie miałem do czynienia ze spolszczeniem), na które nie sposób nie zwrócić uwagi. Nie są jednak na tyle rażące, aby zepsuć nam przyjemność z zabawy i na ogół nie uniemożliwiają zrozumienia przekazu.

                W warstwie technicznej należałoby się przyczepić do występujących co jakiś czas „wykolejeń” gry do pulpitu. Nie zdarzają się one często, ale w moim przypadku następowały w dość kluczowych momentach, warto więc co jakiś czas przydusić F5 w celu wykonania szybkiego zapisu. Nie ma jednak sensu popadać w panikę – w liczącej kilkadziesiąt godzin kampanii zdarzyło mi się może 4-5 takich sytuacji.

                Drobne bugi związane z questami czy funkcjami przedmiotów, które często zdarzają się w rozbudowanych grach, są naprawiane przez twórców w kolejnych patchach. Starałem się przechodzić grę dość dokładnie i nie napotkałem większych błędów tego typu. Z tych na które natrafiłem warto wymienić chyba tylko niejasności w działaniu niektórych zdolności i czarów, wynikające z niejasnych opisów (znowu, wersja angielska) oraz niedziałające niekiedy zadania poboczne.

                Poważny, utrudniający posuwanie się dalej w fabule błąd napotkałem raz – podczas walki z pewnym magiem o pewien kostur jedno z zaklęć użytych przez oponenta zadziałało nie tak jak powinno, czego efektem była walka, której nie dało się zakończyć, a chwilę potem wyrzucenie gry do pulpitu.Ciężko mi stwierdzić na ile błąd jest powtarzalny, bo jak na złość w następnych podejściach udawało mi się raz za razem niwelować efekt zaklęcia. W każdym razie od razu podpowiem, gdybyście napotkali to samo – przywołanego przez maga feniksa należy uśmiercić w taki sposób, żeby nie pozostały po nim popioły, na przykład umiejętnością, która zabitego przeciwnika zamienia w kulę energii.

System prowadzenia walki jest wygodny i łatwy do opanowania.
Nad ikoną księgi widać nowy dodatek - runy.


Społeczność

                Choć może wydać się to niecodzienne, nie sposób mówić o King's Bounty bez wspomnienia o społeczności, która wytworzyła się dookoła serii. Oficjalne fora jej poświęcone pełne są postów opisujących strategie, sposoby na ominięcie bugów czy oferujących rady dla nowych graczy. Jest też oczywiście masa przechwałek dotyczących wyniku punktowego osiągniętego na końcu przygody. Gracze opisują swoje próby przejścia gry bez straty ani jednej jednostki (!), często na najwyższym poziomie trudności. Mi, po jednokrotnym ukończeniu tytułu, wydaje się to pomysłem nie z tej ziemi. Jeszcze mała anegdotka - przeglądając wspomniane fora natrafiłem na grupę wątków, które wbiły mnie w podłogę. Powiedzcie, jak często jesteście świadkami sytuacji, w której odbiorcy gry offline proszą deweloperów o osłabienie jednej z dostępnych jednostek, bo zbyt ułatwiają im one jej przejście na najwyższym poziomie trudności? Tutaj zdarza się to często, a w dodatku nigdy nie chodzi o "ułatwia innym", ale o "mi ułatwia"!


Jeden z fajniejszych przykładów humoru twórców


Podsumowanie

                Nadszedł czas, żeby zebrać to wszystko razem i wydać werdykt. King’s Bounty: Warriors of the North nie jest zdecydowanie grą przełomową ani nowatorską. Opiera się na znanych z poprzednich części mechanizmach, które wzbogaca i rozwija. Lwia część nowej zawartości poświęcona jest kulturze nordyckiej i zrealizowana została świetnie. Ośnieżone wyspy zamieszkane przez potężnych Wikingów urzekają nie tylko widokami, ale i nową mechaniką. Miłośnicy serii ucieszą się, że przyjdzie im odwiedzić również stare krainy, pamiętane jeszcze z Legendy. Grafika nie uległa większym zmianom, to ciągle te same, baśniowe krajobrazy i stworzenia, jednak w żadnym razie nie można mówić o przestarzałości. Zastosowany przez twórców styl graficzny okazał się bardzo odporny na próbę czasu i wciąż zachwyca. Mechanika rozgrywki również nie przeszła większych przemian, jednak z tych samych klocków twórcy zbudowali coś trochę innego. Klasy postaci nabrały nowych mocy, a drzewka umiejętności zostały przebudowane. Wiernego smoczka i mieszkańców magicznej szkatuły zastąpiły równie piękne co groźne Walkirie, których w grze odnajdziemy pięć. Pojawił się też nowy system run, pozwalający wzmacniać nasze jednostki w walce oraz związana z nim magia runiczna, dająca nam dostęp do szeregu nieznanych wcześniej zaklęć. Bitwy są piękne i złożone, a napotkane wraz z rozwojem fabuły bossy potrafią naprawdę dać popalić. Sama przygoda jest długa, wystarczy na kilkadziesiąt godzin, chociaż zależy to od podejścia – jeżeli postanowimy zanurzyć się w świat gry i wykonać wszystkie dostępne zadania, spędzimy w Endorii o wiele więcej czasu niż moglibyśmy spędzić przeklikując dialogi i pędząc do końca gry. Ten drugi sposób też na pewno znajdzie swoich amatorów, ponieważ twórcy zastosowali znany skądinąd system oceniania naszego bohatera na koniec przygody wynikiem punktowym. Dodatkowym atutem jest losowość wielu elementów świata, która sprawia, że każde kolejne przejście gry będzie zauważalnie inne. Drobne błędy, będące domeną każdej dużej gry, w żadnym razie nie zniechęcają, zastanawia jedynie spora ilość byków w tekstach (przypomnę jeszcze raz, grałem w wersje angielską, nie wiem jak wygląda to w polskiej).

                Zbierając to wszystko stwierdzam z pełną stanowczością, że King’s Bounty: Warriors of the North to gra, w którą zdecydowanie warto zagrać. Dobór poziomu trudności oraz możliwość podejścia do rozgrywki w dwojaki sposób sprawiają, że będzie ona odpowiednia dla każdego, od dziecka po staruszka, od niedzielnego gracza po pro gamera. Zdecydowanie namawiam na spróbowanie, szczególnie, że gra dostępna jest teraz w świątecznej, obniżonej cenie w wielu miejscach (np. w sieci Steam). Może warto zrobić sobie lub komuś bliskiemu spóźniony, świąteczny prezent i kupić ten niezwykły bilet do pełnego cudów świata Wikingów? Jedno jest pewne. Kto raz dołączy do dzielnego Olafa w jego wielkiej wyprawie, ten wielokrotnie będzie wracał do tej niezwykłej przygody!


 Plusy
 Minusy
  • Nordycki klimat (!)
  • Nowa, nordycka zawartość 
  • Ciekawa fabuła
  • Specyficzna, baśniowa grafika
  • Genialna muzyka (!)
  • Do gry można podejść na dwa sposoby (wczucie się w fabułę lub ostre granie dla wyniku)
  • Masa przeróżnych rzeczy do robienia (questy poboczne, ulepszanie przedmiotów, zwiedzanie świata)
  • Zmiany w rozwoju postaci
  • Wymagające walki z bossami
  • Błędy gramatyczne i literówki (w wersji angielskiej)
  • Zdarzają się "wykolejenia" do pulpitu
  • Walki z bossami, mimo, że świetnie zrealizowane, potrafią zniechęcić poziomem trudności
  • Nieliczne błędy właściwe rozbudowanym grom (twórcy naprawiają je patchami) 
 



Na sam koniec chciałbym podziękować studiu Katauri oraz wydarcy gry, 1C Company, za dostarczenie gry do zrecenzowania.

11 komentarzy:

  1. Moim zdaniem powinieneś łamać teksty jakoś do 1/4, tak aby można było na głównej zobaczyć kolejną recenzję, ale tak czy inaczej przyjemnie się czyta :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nad warstwą techniczną jeszcze pracuję, za czas jakiś będzie layout zrobiony przez niezłego grafika to i takie szczegóły wtedy dopieszczę :)

    Wielkie dzięki za pozytywny komentarz, szczerze mówiąc trochę się bałem czy tekst o takich gabarytach nie będzie odstraszał ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam tę serię, spędziłem z nią masę niesamowitych godzin. Recenzja długa, jednak sprawnie napisana, gratulacje! Zapraszam na mojego bloga, gdzie również recenzuję gry. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki :D Tak z ciekawości - grałeś w tą konkretną część? Bo może to tylko moje subiektywne odczucie, ale wydaje mi się, że w porównaniu z poprzednimi przeszła w Polsce kompletnie bez echa :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Błąd - najpierw napisałem, potem wszedłem na Twojego bloga. Widzę, że też recenzowałeś ten tytuł, więc musiałeś grać :-) Ale i tak możesz odpowiedzieć na pytanie, bo tego w Twojej recenzji nie znalazłem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Grałem w King's Bounty i wszystkie dodatki (czyli ogólnie: każdą część) i w sumie wszystkie mam zrecenzowane, lecz podstawka i Wojownicza Księżniczka czekają na zamieszczenia na blogu. Seria jest rewelacyjna, jak dla mnie. Zgodzę się, ze Wojownicy Północy przeszły bez większego echa, jednak to raczej wina Cenegi za niezbyt intensywną kampanię marketingową tytułu. Poza tym każdy czeka na kontynuację, nie kolejny samodzielny dodatek - bo tym w gruncie rzeczy są Wojownicy Północy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z jednej strony tak, "nowe" KB mogłoby być fajną sprawą, ale jak dla mnie Katauri wprowadza z każdą następną grą na tyle nowego contentu (np. pomysł rozwiązania umiejętności na Rage inaczej w każdej z nich jest genialny), że jeszcze ze dwa takie "rozszerzenia" spokojnie przeżyję :D No i ze zrobieniem zupełnie nowej odsłony gry, która ma takie community, jest problem tego rodzaju, że bardzo łatwo można sprawę spieprzyć :P Więc może niech na razie robią to, co umieją i co im genialnie wychodzi :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna recenzja, długa, ale konkretna. Sama gra jeszcze lepsza, na obecną chwilę mój nr 1 i nie mogę się od niej oderwać, a tu sesja się zbliża:p Klimat zabawy jest niepowtarzalny, który jeszcze bardziej podbudowuje wspaniała muzyka. Z pewnościąjedna z lepszych gier tego typu.

    OdpowiedzUsuń
  9. AAA, zapomniałbym. Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, ściągnij sobie dodatek Maja Lidia Kossakowska - Ścieżki przeznaczenia. Jest (a przynajmniej powinien być) za darmo na muve.pl Nie jest on co prawda najwyższych lotów, ale darowanemu koniowi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś o tym słyszałem, ale na screenach wyglądało na edytorowy fanmade :P A po niegdysiejszych przeżyciach z Herosami III mam uczulenie na takie rzeczy. Jest w tym cokolwiek nowego poza tekstem? Bo jak tam i jeżeli polecasz, to może się skuszę :D

      Usuń
    2. Niekoniecznie, to raczej dodatek dla najbardziej zrozpaczonych fanów, którym ciągle mało. Fabułą opowieści jest naprawdę niezła, Kossakowska to świetna pisarka. Sam gameplay bez większych zmian prócz tego, że grę nieco uproszczono, gdzie się nie ruszysz, tam leżą stosy run :D

      Usuń