19 stycznia 2013

Duel of Champions [Recenzja PC, iOS] {Karcianka}
(1)




Amatorzy komputerowych karcianek nie mają łatwo. Niby co jakiś czas wychodzi coś nowego, ale od czasów świetnego Etherlords II nie pojawiła się żadna gra tego typu, która podbiłaby serca fanów. Jest oczywiście wirtualne Magic the Gathering, jednak jeżeli mamy ochotę na coś świeżego – cóż, mamy problem. Czy sytuację odmieni wydana przez Ubisoft gra Duel of Champions?

                
                Duel of Champions jest bezpośrednio powiązany z serią Heroes of Might and Magic, najmocniej z szóstą odsłoną. Ci z Was, którzy mieli z nią styczność, na pewno rozpoznają wiele bestii czy bohaterów, oraz rodzaje armii. Ci natomiast, którzy nie próbowali najnowszych „Hirosów” (ja na przykład), odkryją ogromny zasób ciekawych potworów i czarów oraz zróżnicowane typy talii.
                
                Jak w każdym szanującym się CCG, główną osią rozgrywki jest kolekcjonowanie kart i łączenie ich w talie, za pomocą których rozgrywamy później pojedynki z innymi graczami on-line. Kartoników mamy razem ponad 300 rodzajów (niedawno pojawił się nowy dodatek), podzielonych pomiędzy pięć frakcji. Po zalogowaniu się do gry (użyjemy w tym celu konta Uplay) musimy wybrać jeden z trzech startowych decków – rycerskie Haven, demoniczne Inferno lub nieumarłe Necropolis. Pozostałe dwie frakcje (orkowy Stronghold oraz zdominowane przez wodne stwory Sanctuary) możemy później dokupić.

"Kartoników mamy razem ponad 300 rodzajów, podzielonych pomiędzy pięć frakcji"
                
                Karty są bardzo zróżnicowane, a ciekawy podział na zależne od frakcji stwory i Fortune oraz zależne od umiejętności naszego herosa czary sprawia, że możemy zbudować dokładnie taką talię, jaką chcemy grać. Oczywiście, zdobycie odpowiedniej ilości kart zajmie chwilę, ale czujemy, że z każdą dodaną czy odjętą kartą nasz deck się zmienia. Jeżeli już mowa o zdobywaniu kart – jest to możliwe na dwa sposoby. Pierwszym są zakupy w wewnątrzgrowym sklepie, drugim natomiast zdobywanie przeróżnych osiągnięć. Wspomnianych zakupów dokonamy za pomocą jednej z dwóch walut – złota, które dostaniemy za wygrane pojedynki oraz podnoszenie poziomu konta, oraz pieczęci, które o wiele trudniej zdobyć. Najłatwiej oczywiście za prawdziwą gotówkę, jednak co cierpliwsi zdołają uciułać ich trochę za podnoszenie poziomu, osiągnięcia oraz przechodzenie misji single-player.

Kampania single-player jest dobrym sposobem na zapoznanie się z zasadami
               
                Same pojedynki rozgrywają się na przyjemnych dla oka arenach, oczywiście w systemie turowym. Każdy z graczy wystawia swojego herosa oraz wrzuca do wspólnej puli karty zdarzeń, które są co turę dociągane. Może z nich skorzystać każdy gracz i to, jaka karta akurat znajduje się na stole, może znacząco wpłynąć na rozgrywkę. Nasza postać posiada trzy statystyki – Might (decyduje o tym jakie stwory możemy przyzwać), Magic (określa które zaklęcia jesteśmy w stanie rzucić) oraz Destiny (używane przy zagrywaniu kart Fortune). Co turę możemy podnieść jedną z nich lub dociągnąć kartę. Każdy z herosów zaczyna z innym numerkiem przy każdej ze statystyk, a niektórzy posiadają dodatkową umiejętność. Jest też wskaźnik zasobów, który stopniowo wzrasta, pozwalając nam zagrywać coraz potężniejsze stwory i zaklęcia. Celem pojedynku jest zredukowanie punktów życia przeciwnika do zera, co możemy osiągnąć na bardzo wiele sposobów. Najprostszym jest bezpośrednie atakowanie przyzwanym potworem, jeżeli tylko nie blokuje go bestia oponenta. Poza tym mamy czary oraz zdolności niektórych postaci. Dodatkowo, każdą z frakcji gra się trochę inaczej, dla przykładu Necropolis opiera się na zatruwaniu stworów przeciwnika, podczas gdy najnowsza armia, Sanctuary, specjalizuje się w unieruchamianiu lub przemieszczaniu przeciwników. Opcji jest multum, a każdy pojedynek wygląda trochę inaczej. Początkującym graczom polecam Inferno, które opiera się na demonach zadających duże, bezpośrednie obrażenia.

Ceny boosterów i decków podane są albo w złocie, albo w drogocennych pieczęciach

                Bardzo ciekawym pomysłem są turnieje. Polega to na tym, że codziennie rozpoczyna się nowa runda, która trwa 23 godziny. Gracze toczą ze sobą pojedynki, zdobywając lub tracąc punkty rankingowe. Każdy rozegrany mecz dodaje pewna ilość złota do ogólnej puli, która na koniec jest dzielona pomiędzy najlepszych graczy danego dnia. Dzięki tak krótkiemu okresowi rozgrywek każdy ma szansę znaleźć się na szczycie. Poza turniejami mamy też możliwość zagrania ze znajomym meczu towarzyskiego (system znajomości niestety w tym momencie wciąż trochę kuleje) oraz powalczenia ze sterowanymi przez komputer przeciwnikami w kampanii single-player. Warto się zainteresować ta ostatnią, ponieważ zwycięstwa w scenariuszach dostarczą nam cennych pieczęci! Inną dostępną na ten moment ciekawostką jest Infernal Pit, czyli miejsce, w którym niechciane karty zamienimy na złoto, mając jednocześnie procentową szansę na zdobycie cennej nagrody, tym większą, im więcej kart naraz odsprzedamy.
                
                Oprawa gry jest ładna, ilustracje na kartach różnorodne, a muzyki da się słuchać. Nie znajdziemy tu efektów rodem z BattleForge, ale graficy Ubi stanęli na wysokości zadania. Trochę gorzej jest z warstwą techniczną, zdarzają się bugi, zacięcia liczników czy rozłączenia z serwerem (te ostatnie są dość brutalne, wystarczy chwilowy brak dostępu do sieci, żeby gra podjęła decyzję o naszej przegranej walkowerem).

"Na całości jest jedna skaza – mikropłatności"
                
                Na całości jest jedna, spora skaza, niestety dość oczywista – mikropłatności. Ciężko ukryć, że grze, która opiera się na gromadzeniu kart i budowaniu coraz potężniejszych talii, szybki dostęp do nowych kartoników daje sporą przewagę. Grając z meczu na mecz zbieramy je jednak bardzo powoli, co stawia nas na przegranej pozycji w meczach z osobami, które zdecydowały się na zakup pieczęci i zdobyły w ten sposób wiele potężnych kart (od razu uściślę – nie ma opcji zakupu konkretnych kartoników, kupujemy boostery lub całe decki). Można oczywiście nadrabiać umiejętnościami i wprawą, jednak po setnym takim pojedynku dochodzimy do wniosku, że coś jest nie tak.

Pojedynki są nieprzewidywalne - ten konkretny przeciwnik skopał mnie
parę tur później, mimo mojej kolosalnej przewagi
  
                
                Podsumowując, jeżeli jesteś fanem komputerowych karcianek, lubisz grać z żywymi przeciwnikami i nie przeszkadzają Ci mikropłatności, Duel of Champions jest grą dla Ciebie! Mnie wciągnęła na długie godziny, dając masę dobrej zabawy, mimo, że czasami czułem się trochę pokrzywdzony widząc, jak przeciwnik o niższej randze zasypuje mnie gradem legendarnych kart. W każdym razie na pewno warto spróbować, zwłaszcza, że gra jako taka jest dostępna całkiem za darmo, oraz posiada polską wersję językową!

Plusy
Minusy
         ·         W końcu dobra, darmowa karcianka
         ·         Uniwersum HoMM
         ·         Ciekawe, zróżnicowane zasady
         ·         Przyjemna dla oka grafika
         ·         Codzienne turnieje
         ·         Nie nudzi się
          ·     Mikropłatności, stawiające nas często           na przegranej pozycji niezależnie od        umiejętności

1 komentarz: