07 stycznia 2013

Defender's Quest: Valley of the Forgotten [Recenzja PC] {Tower Defense}
(3)


                Wielu graczy, zwłaszcza tych trochę starszych, zapewne pamięta czasy, kiedy zagrywaliśmy się we flashowe gry w przeglądarce. Było tego mnóstwo, większość stanowił chłam, czasami trafiały się całkiem dobre tytuły, ale gier idealnych, dopracowanych i zrobionych dokładnie tak jak tego chcieliśmy było jak na lekarstwo. Pamiętam, że ja sam gustowałem zwłaszcza w grach typu tower defence, jednak nie odnalazłem tej jedynej. Do teraz. Nie jest co prawda przeglądarkowa, ale moim zdaniem jest ideałem i podsumowaniem gatunku. Poznajcie Defender’s Quest: Valley of the Forgotten!


              Gra została stworzona przez małe studio Level Up Labs i dość szybko zyskała popularność i uznanie odbiorców. Zauważono ją szczególnie na platformie Steam, gdzie została wywindowana dzięki pozytywnym opiniom graczy. Czym jednak jest ta utopijna produkcja, zapytacie? Więc, w skrócie, jest to połączenie recenzowanych przeze mnie jakiś czas temu Crystal Defenders (recenzja TUTAJ) oraz wszystkich drobnych „wynalazków” gatunku tower defence ostatnich lat.

"Połączenie Crystal Defenders oraz wszystkich „wynalazków” gatunku"

Fabuła nie jest najmocniejszą stroną gry, nie potraktowano jej jednak po macoszemu. Widać, że twórcy bardzo chcieli ubrać sedno rozgrywki w ładne szaty. Udało się to, szczególnie w dwóch aspektach. Pierwszym z nich są postaci. Kilka z nich zapamiętamy na dłuższy czas, nie ma tu mowy o nudnym herosie ratującym świat i jego bezimiennych pomocnikach. Drugim elementem, który wyszedł deweloperom fenomenalnie są dialogi i tekst w ogóle. Przyznam, że tak pięknego i wprawnie użytego angielskiego nie spotkałem w grze dawno! Przechwałki studia, głoszące, że teksty pisała osoba studiująca angielski są więc jak najbardziej zasadne i nieprzesadzone. Do tego dochodzi świetny, inteligentny humor! Jeżeli chodzi o ogólny zarys fabuły, gramy dziewczyną imieniem Azra, która po zachorowaniu na zarazę zostaje strącona do tajemniczej doliny. Chwilę po przebudzeniu odkrywa, że posiadła niezwykłą moc, a zaraz potem przychodzi nam stoczyć pierwszą w grze potyczkę.

Przerywniki mają ciekawy styl graficzny

Walka na pierwszy rzut oka prezentuje się podobnie jak w innych tytułach tego typu. Mamy płaską mapę, na której znajduje się nasza bohaterka oraz jedno lub więcej wejść, którymi po chwili zaczynają napływać przeciwnicy. Aby uratować Azrę przed zjedzeniem, musimy przyzywać na planszę jej towarzyszy, którzy zajmą się likwidacją wrażych jednostek. Takie przywołanie posiada swój koszt, wyrażony w punktach mocy. Odzyskujemy ich odrobinę za każdego uśmierconego oponenta. Poza stawianiem jednostek, punkty te przydadzą się też do rzucania zaklęć oraz ulepszania już umieszczonych na planszy wojowników.

Po każdej walce Azra oraz jej towarzysze otrzymają pewną ilość Śmieci, pełniących tu rolę waluty, oraz punktów doświadczenia. Odpowiednia ilość tych ostatnich, uzbierana przez bohaterkę bądź któregoś z jej wojowników podniesie poziom doświadczenia, wzmacniając jednostkę. Azra będzie w takiej sytuacji mogła wzmocnić jedno ze znanych sobie zaklęć, natomiast jej kompani dostaną możliwość podniesienia poziomu którejś z gałęzi dość rozbudowanego drzewka umiejętności. Każda postać ma swoje drzewko, więc wojownicy jednej klasy (jest ich tu w sumie 6, odpowiadają, ogólnie mówiąc, typom wież w zwykłych TD) wcale nie muszą rozwijać się tak samo! Cały system ulepszania postaci odbywa się poza walką, do boju ruszamy już z przygotowanymi jednostkami, a zdobyte levele zachowujemy do końca gry.

Bitwy wymagają zmysłu taktycznego, zwłaszcza na wyższych poziomach trudności

Poza wyżej opisanymi mechanizmami, twórcy wprowadzili wiele ciekawych, urozmaicających rozgrywkę pomysłów. Nasi podopieczni, oprócz drzewek umiejętności, mają również sloty na wzmacniające ich wyposażenie, które możemy kupić za uzbierane Śmieci. W czasie przygody poruszamy się po mapie, na której dostępne bitwy zaznaczono czerwonymi punktami. Każdą taką potyczkę możemy stoczyć na jednym z 4 poziomów trudności. Te najwyższe oferują cenne nagrody, ale i wzmocnionych przeciwników. Co jakiś czas napotkamy ciekawych bossów, a niektóre z plansz oferują wsparcie w postaci detonowalnych kryształów. Naprawdę, jest tego masa!


"Twórcy wprowadzili wiele ciekawych, urozmaicających rozgrywkę pomysłów"

Chyba najbardziej kontrowersyjną kwestią jest grafika. Na zamieszczonych screenach zauważycie, że, no cóż, wygląda ona prawie dokładnie tak, jak we wspomnianych we wstępie przeglądarkowych flashówkach. Ja sam uwielbiam takie gry, 2D, przedkładające treść nad formę, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdemu przypadnie to do gustu. Warto spróbować, szczególnie, że wszystkie elementy grafiki dopracowano w najdrobniejszych detalach,  animacje są płynne i cieszą oko, a cutscenki mają swój urok. Muzyka niczym specjalnym się nie wyróżnia, ale nie drażni, da się jej słuchać bez przerwy w trakcie dłuższych posiedzeń z grą. Jeżeli komuś szczególnie się spodoba, ucieszy go fakt, że w momencie zakupu otrzymujemy też możliwość osobnego ściągnięcia soundtracku.

Zbliżam się do końca, ale muszę jeszcze wspomnieć o rzeczy, która bardzo miło mnie zaskoczyła. Otóż tytuł, jak na swój gatunek i cenę, jest bardzo długi! Przyznam, że tego elementu bałem się chyba najbardziej, jako że gry tego typu często są albo krótkie, albo sztucznie przedłużane losowymi potyczkami. Tutaj ich nie napotkamy, wszystko zostało zaplanowane i tworzy naprawdę dobra całość. Ponadto po zakończeniu przygody możemy odpalić tryb New Game+, w którym zachowamy swoich towarzyszy razem z ich poziomami i wyposażeniem, przeciwnicy staną się odpowiednio silniejsi, a w grze pojawią się nowe elementy!

"Tytuł, jak na swój gatunek i cenę, jest bardzo długi!"

Mapa przygody jest pięknie narysowana i pełna zawartości!

Podsumowując, Defender’s Quest : Valley of the Forgotten jest jednym z najlepszych, a prawdopodobnie nawet najlepszym, tower defence ostatnich lat. Stworzony przez małe studio, nie zawiera w sobie żadnych niepotrzebnych kompromisów czy chwytów marketingowych. Gra jest  dopracowana w każdym szczególe i czuć, że tworzyli ją gracze dla graczy! Nie napotkamy żadnych podstępów w stylu mikropłatności czy zawartości generowanej losowo, a jedynym elementem, który może nie przypaść do gustu jest dość, pozwolę sobie na użycie brzydkiej kalki językowej, staroszkolna grafika. Warto jednak spróbować, ponieważ tytuł wciąga jak mało który i zapewnia zabawę na wiele godzin.

Niezdecydowanym podpowiem, że na swojej stronie twórcy udostępnili niewymagające pobierania demo. Znajdziecie je TUTAJ.

Plusy
Minusy
          ·        Grafika (przypomina stare, dobre przeglądarkowe flashówki)
        ·        Język
        ·        Wiele ciekawych pomysłów połączonych w jedną całość
        ·        Długa! (jak na ten gatunek; brak losowej zawartości)
        ·        Humor (Slak!)
        ·        Tryb New Game+
         ·        Grafika (nie każdemu się spodoba)
        ·        Podobne gry znajdziemy za darmo w sieci (jednak cena przekłada się na jakość, a gra nie jest szczególnie droga)

Na koniec chciałbym podziękować studiu Level Up Labs za dostarczenie kopii gry do zrecenzowania!

3 komentarze:

  1. Solidna recenzja, gratuluję. Chciałbym mieć czas na takie niezależne twory, by sobie niezobowiązująco pograć. Cieszę się też z Twojej kolejnej zdobytej kopii recenzenckiej, oby tak dalej. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki raz jeszcze za miłe słowa :-)

      Ja osobiście uwielbiam gry niezależne, nawet nie dlatego, że są lepsze niż czołówka rankingów, bo zwykle nie są. Po prostu w takich grach czujesz, że robią je gracze tacy jak Ty, którzy ograli ileś tam tytułów i wiedzą, co i jak połączyć, żeby wyszła dobra, grywalna całość. Defender's Quest jest tego świetnym przykładem. Sam myślę przyznasz, że z grami dużych, znanych deweloperów niestety nie zawsze tak jest.

      Usuń
    2. Owszem, z tym wiąże się problem w postaci wydawcy, który naciska na twórców i decyduje o tym, jak dany produkt ma ostatecznie wyglądać, a sam twórca niewiele ma w tym temacie do powiedzenia. Tak było choćby z Mass Effect 3, gdzie EA po prostu schrzaniło sprawę, a oberwało się Bogu ducha winnemu BioWare (choć dalej uważam, ze ME 3 to gra wybitna mjąc na względzie całą trylogię). Podobnie było z Arkane Studios, które zarzekało się, że nie będzie bawiło się w żadne DLC. Na reakcję Bethesdy nie trzeba było długo czekać - 3 DLC mają być, koniec, kropka.
      Siła gier indie stoi właśnie w ich niezależności od innych - twórcy robią grę identyczną, w jaką sami by chcieli zagrać.

      Usuń