30 lipca 2013

Krakon 2013 - Relacja [Konwent]
(15)

Krakon 2013 Relacja, Kelevandos, Masterton, zdjęcia

W niedzielę zakończył się ogólnopolski zlot miłośników fantastyki Krakon 2013. Zlokalizowana w budynku wydziału odlewnictwa AGH impreza trwała 4 dni i zgromadziła ponad 2000 uczestników (wciąż brak oficjalnych danych). Bardzo chciałbym napisać „konwent jak konwent”, pochwalić świetną organizację i ciekawe prelekcje, jednak prawda jest taka, że Krakon 2013 był wydarzeniem tak smutnym, jak wprawiającym w zdumienie. Po średnio udanym Magnificonie eXpo, którego z czystej uprzejmości postanowiłem nie relacjonować, jest to już druga impreza fantastyczno/mangowa, która w historii grodu Kraka zapisuje się raczej niechlubnie. Ale przejdźmy do konkretów.


Już przed samym wydarzeniem można było odnieść wrażenie, nie nie wszystko jest w porządku. Z jednej strony Organizatorzy reklamowali Krakon jako duży, ogólnopolski konwent, w ślad za tym nie szły jednak najważniejsze udogodnienia – aby znaleźć na stronie informację o dojeździe, trzeba było się wykazać ponadprzeciętnymi umiejętnościami detektywistycznymi, program również pojawił się stosunkowo późno. Wspomniane informacje o sposobach dotarcia na conplace były zresztą niezwykle nieprecyzyjne i wyrwane z kontekstu, dzięki czemu niżej podpisany miał w piątek okazję dwie godziny pospacerować sobie w okolicach krakowskich błoni, przy ponad 30 stopniach. Łezka się w oku kręci na wspomnienie przepięknego, ilustrowanego poradnika dojazdu na Grojkon 2013, który po jednokrotnym przejrzeniu pozwolił z pamięci odnaleźć drogę z dworca na (bardzo odległy) teren konwentu. Zadziwia mnie, w jaki sposób niektóre „ogólnopolskie” konwenty w stylu Krakonu zdają się zakładać, że i tak pojawią się jedynie ludzie z okolicy, więc nie ma sensu wysilać się z opisem dojazdu.

Jeszcze kilka słów o samej stronie Krakonu 2013. Powiem wprost – dawno nie widziałem tak nieintuicyjnej, zapchanej pustymi podstronami witryny. Zamiast stworzyć klimat i zachęcić potencjalnych uczestników do przybycia, Organizatorzy postanowili najwyraźniej zaimponować „bogactwem” zupełnie zbędnych informacji. Wystarczy najechać myszką na zakładkę PROGRAM, aby zrozumieć co mam na myśli. Do tego logotypy patronów medialnych i sponsorów zostały umieszczone w krótkich, przewijających się po bokach listach. Przyznam, że ani razu nie doczekałem się „wjechania” loga Kelevandosa, wolałem zamiast tego sprawdzić w kodzie strony czy gdzieś tam jest. Współczuję patronom, którzy zostali do listy dopisani po mnie.  

Mimo tragicznego poradnika dojazdu, w końcu udało mi się dotrzeć do wskazanego budynku AGH, gdzie czekało mnie kolejne zaskoczenie. Przed imprezą nie byłem w stanie dosłać organizatorom listy nazwisk reporterów, którzy mieli reprezentować Kelevandosa na imprezie, byłem więc gotowy na dopisanie mnie do listy na miejscu, sprawdzenie tożsamości itp. Jakże wielkie było moje zaskoczenie, kiedy sprawę rozwiązało krótkie hasło „daj mu medialny identyfikator” rzucone przez jedną z Organizatorek (której nigdy wcześniej nie miałem okazji spotkać). Nigdzie nie kazano mi się podpisać, ani na chwilę nie wyciągnąłem z kieszeni przygotowanego wcześniej dowodu. Chciałbym zakładać, że było to spowodowane moją rozpoznawalnością albo faktem, że akredytacja kojarzyła moje nazwisko z kilku wymienionych maili, czułbym się jednak lepiej gdybym musiał stracić te 20 sekund na podpisanie się na liście.


Fragment "profesjonalnej" roboty, jaką Organizatorzy odwalili przy 
składaniu informatora. Nie, Kelevandos nigdy nie miał czarnego
loga. Tak, loga Otaku i Raportu to dwa osobne obrazy, 
a Katedra nie jest portalem PixelArtowym. 

Po załatwieniu spraw formalnych wyruszyliśmy razem ze znajomymi na poszukiwanie ciekawych atrakcji. Konwentowy marketplace zawiódł już na starcie, umieszczono go bowiem w podzielonym filarami, ciasnym holu budynku. Jestem przy tym pełen podziwu dla wystawców, którzy nieźle poradzili sobie z brakiem miejsca.

Właściwe atrakcje odbywały się w trzech lokalizacjach – we wspomnianym budynku wydziału odlewnictwa, w pobliskim klubie STUDIO oraz przed nim. Zacznę od klubu, w którym mieścił się „Games Room” oraz scena do cosplayu. Wnętrze było ciasne, ciemne i duszne, a ilość tytułów dostępnych do wypożyczenia mógłbym policzyć na palcach czterech rąk. Największym hitem było jednak wejście! Na zewnątrz 40 stopni, a u wrót STUDIO stoi grupa uśmiechniętych ochroniarzy, którzy... przeszukują plecaki i każą zostawiać napoje przed wejściem. Czysty, wybaczcie bezpośredniość, debilizm. Zamiast umieścić games room w którejś z pustych sal budynku uczelni, Organizatorzy bezczelnie dali zarobić klubowi, za nic mając komfort uczestników.


Krakon 2013 tablica skarg, skargi
Na tablicy skarg szybko zabrakło miejsca...

Najmniej zastrzeżeń było chyba do budynku wydziału odlewnictwa AGH właśnie, więc od niego zacznę tę bardziej pozytywną część relacji. Rozmieszczone na 7. piętrach sale mieściły główne bloki programowe. Mimo sporej ilości odwołanych punktów programu, od tej strony konwent nie prezentował się tak źle. Spotkania ze znanymi osobami (Kobieta Ślimak, Graham Masterton), turnieje Pokemon, symulator Artemis, konkursy... Było co robić, a panujący na dworze skwar jakimś cudem nie docierał do środka. Pozytywnym elementem były również, mimo sporych odległości i braku pryszniców, szkoły przeznaczone na sleep roomy oraz... Lewiatan. Mieszczący się tuż obok klubu STUDIO sklep szybko stał się konwentową oazą, dzięki podkręconej klimatyzacji i znajdującym się w środku budkom zapiekankami.

Na koniec przytoczę największą bodaj krakonową kontrowersję, która właśnie dzisiaj ujrzała światło dzienne. Graham Masterton, znany brytyjski pisarz, spotkania autorskie którego przyciągają zawsze rzesze słuchaczy, opublikował na swoim prywatnym profilu Facebook poniższą wiadomość:

Na Krakonie bawiłem się tak dobrze, że postanowiłem nie wspominać o tym, jak katastrofalnie był on zorganizowany, ani o tym jak Łukasz Kujawa [Kaleta, Masterton pomylił się w tym miejscu] nie był w stanie ogarnąć podstawowych kwestii organizacyjnych. Spotkałem wielu wspaniałych ludzi i nie miał znaczenia fakt, że Łukasz Kujawa [Kaleta] nie miał pieniędzy, żeby zapłacić za mój hotel czy zabawić mnie, a ostatniego dnia wcisnął mi w rękę swoje ostatnie 300zł, ponieważ skończyły mu się również środki na mój lunch i opłacenie mojej taksówki na lotnisko. Nie miało dla mnie znaczenia również to, że Łukasz Kujawa [Kaleta] groził mi przemocą fizyczną, w związku z czym musiałem go wywlec z konwentowego spotkania i powiedzieć mu, że jeżeli powtórzy te groźby, będę zmuszony (a)przyłożyć mu w nos oraz (b)zadzwonić po policję, co nie wyglądałoby najlepiej, jako że jest on na zwolnieniu za kaucją w związku z oskarżeniem o pranie pieniędzy. Mam świadków tej rozmowy, w tym dziewczyny przebrane za wróżki, Szturmowców oraz chudego gościa w czapce garnizonowej, masce gazowej i długim, czarnym płaszczu przeciwdeszczowym – świetny strój zważywszy na fakt, że było 30 stopni.
(...)
[tłumaczenie – Kelevandos, źródło]

Na oficjalne oświadczenie Organizatorów w tej kwestii przyjdzie nam poczekać do jutra. Przyznam jednak, że nie muszę zbytnio wysilać wyobraźni, żeby umiejscowić te wydarzenia w krakonowej scenerii.


***
UPDATE - Organizatorzy wystosowali oświadczenie, w którym tłumaczą sytuację brakiem ciągłości w komunikacji i nieporozumieniem. Jednocześnie do Grahama Mastertona zostały wysłane przeprosiny, które autor przyjął, zapewniając, że nie ma ochoty kontynuować sporu. Plus dla obu stron.
***

Na tym zakończę swoją relację, mimo, kłębiącej się w mojej głowie masy szczegółów i spostrzeżeń, którymi chciałbym się podzielić. Lepiej będzie, jeżeli po przeczytaniu tego tekstu powędrujecie na Krakonowego facebooka, napiszecie do znajomych którzy byli na imprezie albo podzielicie się własnymi uwagami w komentarzu poniżej. Krakon 2013 nie był dobrym konwentem, a jedyne co go ratowało to świetni uczestnicy i goście. Dlaczego jednak mamy znosić tego typu nieprzyjemne doświadczenia, kiedy na konwentowej mapie Polski jest tyle mniejszych, przyjaznych i zorientowanych na uczestników imprez fantasy/m&a? Pamiętajcie – konwenty i ich organizatorzy są dla nas, nie my dla nich.


Jerzy „Kelevandos” Jurczyk 

15 komentarzy:

  1. Nic dodać, nic ująć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobre tłumaczenie , nie wiedziałam o co chodzilo z tym piss-up.

    Dzieki Kelevandos, dobra relacja ^.^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że tłumaczenie tego fragmentu było wielką frajdą i dało sporo satysfakcji :-)

      Usuń
  3. Relacja fajna i bardzo pozytywna, ale trochę bolą sporadyczne braki w przecinkach. :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :-) Wiem co masz na myśli z przecinkami, mam jednak usprawiedliwienie - ostatnimi czasy sporo pisuję po angielsku, a tam interpunkcja i rytm układają się trochę inaczej. Z tego powodu dość ciężko przychodzi mi "wczucie się" w polską interpunkcję, ale staram się :-D

      Usuń
  4. Ładna relacja, jednak wypadałoby także wspomnieć o tym, co dla mnie stanowiło także duży problem. Po pierwsze kolejki w czwartek. Jak to możliwe, że kolejka osób, które kupowały wejściówki na miejscu, poruszała się około 50 razy szybciej niż kolejka osób, które wykonały przedpłatę, ruszająca się z prędkością 20m na 2 godziny? Po drugie wymeldowanie z akademików w niedzielę. Większość uczestników wykupiła 3 noce w akademikach, więc w niedzielę musieliśmy wynieść się do 12 (na początku miało być do 10, ale dowiedzieliśmy się o tym właśnie o 10), natomiast konwent trwał do 17. Aby nie nosić bagaży ze sobą postanowiliśmy przedłużyć zakwaterowanie w jednym pokoju o jedną noc, aby móc składować w nim wszystkie torby, jakie posiadała około 15-osobowa grupa, jednak okazało się to niemożliwe, gdyż panie w recepcji nie udzieliły nam takiego pozwolenia! Wprawdzie organizatorzy utworzyli szatnię, jednak znajdowała się ona przed budynkiem AGH od strony południowej, co w godzinach 12-17 raczej nie wyszło torbom na zdrowie, zwłaszcza jeżeli ktoś postanowił zabrać ze sobą rzeczy wrażliwe na ciepło, jak np. resztki jedzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że sam korzystałem z opcji nocowania w szkole, nie znałem więc problemów związanych z akademikami. Przytoczona przez Ciebie sytuacje rzeczywiście brzmi nieprzyjemnie.

      W kwestii akredytacji mogę jedynie zgadywać, że kolejka niezarejestrowanych była obsługiwana bezpośrednio przez helperów (którym chwała za sprawną pracę), podczas gdy ta druga oparta była o system komputerowy/drukowane listy. Z doświadczenia wiem, że wcześniejsza rezerwacja wejściówek i odbieranie ich na miejscu bardzo rzadko wypala, szczególnie bez odpowiedniej infrastruktury (stąd np. Pyrkon poradził sobie z tym problemem świetnie, a zawiedli sami kolejkowicze).

      Usuń
  5. Relacja idealnie oddaje rzeczywistość C: Cóż.. Trochę smutny jest fakt, że był to mój pierwszy konwent xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, współczuję, ale popatrz na pozytywy - każdy kolejny konwent, na którym się pojawisz, może być już tylko lepszy! :-D

      Usuń
  6. Ga. Jak widać te spotkania są dla konwentowej społeczności, która nie tylko nudnie biadoli ale się świetnie bawi. I chwała za to organizatorom. Społeczność Krakonu jest zabawowa, ale też wymagająca i będzie pisać teksty krytyczne, ale pamiętacie poprzednie Krakony. Nic nie było lepiej, może i gorzej. Nic dodać nic ująć, do przyszłego roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że nie było gorzej niż na poprzednich Krakonach. Odsyłam jednak do ostatniego zdania relacji - dlaczego mamy akceptować konwent który "nie był beznadziejny", skoro w Polsce mamy tak wiele świetnych, organizowanych z sercem imprez?

      Usuń
  7. Super recenzja, ale można by się przyczepić do wielu innych jeszcze rzeczy (chociaż może lepiej, że się tutaj nie znalazły, Kraków piękne miasto niech ktoś tam jeszcze przyjedzie :) Nie widziałam tablicy skarg, fajnie że powstała :P Krakon masakrą niestety był, organizacja była do dupy, przykro że poziom konwentów spadł...no nic, czekam na Pyrkon, Falkon (Lublin zaprasza!) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, nie powiedziałbym, że poziom konwentów spada, bo przecież tegoroczny Pyrkon był naprawdę świetny, podobnie jak kilka mniejszych imprez (Grojkon, Bebok). Moim zdaniem to bardziej kwestia tego, że zapanowała moda na tworzenie konwentów "największych" i "ogólnopolskich", a do czegoś takiego trzeba sztabu doświadczonych ludzi, dobrej lokalizacji i infrastruktury.

      Na Falkon bardzo chętnie przyjadę, zobaczymy jak będzie z czasem - z Poznania jednak mam kawałek :-D

      Usuń
  8. Krakon 2013 - malwersacje finansowe organizatorów

    Użyczyliśmy naszej osobowości prawnej w celu organizacji Krakonu 2013. Zachowanie Macieja Pitali (Toudi) oraz Łukasza Kalety (Morfion) wskazuje na celowe działanie.

    Nie rozliczyli imprezy.
    Nie zapłacili faktur na kwotę 11734,50 zł
    Wszelkie próby kontaktu wierzycieli - telefoniczne jak i emeilowe - nie przynoszą żadnego skutku, ani żadnej odpowiedzi.

    Zarówno Maciej Pitala (Toudi) jak i Łukasz Kaleta (Morfion) pomimo kłamstw o właśnie dokonanych wpłatach wcale ich nie robią.

    Niestety okazuje się, że pojawiają się kolejne niepopłacone rachunki i faktury. To obciąża dobre imię naszego stowarzyszenia.

    Poproszę o informacje, czy otrzymaliście Państwo jakiekolwiek dokumenty z danymi ASPE TONUS. Jeśli tak, prosimy o pilny kontakt, gdyż w przypadku krzyżowej kontroli przez organa państwowe, będziemy mieć (Państwo oraz my) duże nieprzyjemności

    pozdrawiam
    prezes ASPE TONUS
    Piotr Gibowski

    OdpowiedzUsuń